sobota, 15 marca 2014

Rozdział 5 Drugs.

-Czego chcesz?!- spytałam, a raczej wykrzyczałam do słuchawki w telefonie.
-Heh.. Spokojnie, powiedzmy, że jako jesteś nową osobą w naszym rejonie musimy być pewni, że nie zrobisz nic co by pogorszyło twoją sytuację.- odpowiedział chłopak po drugiej stronie. Słychać było w jego głosie lekkie rozbawienie i złość. Byłam cała zestresowana i nie wiedziałam o co mu chodziło.
-Przejdź do rzeczy, bo naprawdę nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
-Grabisz sobie suko. A teraz kurwa słuchaj, bo powiem to tylko raz. Jutro z samego rana masz pojechać pod adres który ci wyśle, gdy tam pojedziesz, będzie na ciebie czekał pewien chłopak.
-Coś jeszcze?
-Dalej będziesz dostawać sms-y.- powiedział i rzucił słuchawką. Naprawdę nie miałam ochoty go słuchać, ale wiem, że muszę tam jutro pojechać bo domyślam się, że to nie są ludzie, z którymi można zadzierać. Nie mam pojęcia w co się pakuję ale to nie są normalne sprawy a tym bardziej legalne.
 Musiało mi to trochę zająć bym mogła poukładać sobie to wszystko w głowie, bo gdy stałam przy swoim samochodzie przez dłuższy czas, koło mnie pojawił się Kyle.
-Reb, wszystko okey?-spytał mnie Kyle bacznie przyglądając mi się, żeby zauważyć jakiekolwiek zmartwienie.
-Tak, jest dobrze, po prostu troszkę się źle czuję.
-To chodźmy do środka, bo wszyscy już są i czekają na nas z filmem.-zaproponował chłopak, a ja kiwnęłam lekko głową i weszłam do domu. Gdy zdjęłam płaszcz i buty, przeszłam przez korytarz i skręciłam w lewo, udając się do salonu, w którym siedziała już cała nasza gróbka, rozmawiając i śmiejąc się.
-Hej, co słychać- powiedziałam do wszystkich i usiadłam na skórzanej brązowej kanapie.
-Siemka piękna, a gdzie zgubiłaś naszego babiarza?- przywitał się i spytał David śmiejąc się.
-Yyy.. zadzwonił do niego telefon i chyba dalej rozmawia. Nie mam pojęcia.- odpowiedziałam i nagle poczułam jak ktoś na mnie wskakuje i mnie ściska.
-Cześć!!- krzyknęła do mojego ucha, trochę za głośno Nicol.
-Ałła, chcesz, żebym ogłuchła?!
-Haha nie, tak po prostu wyszło.- powiedziała dziewczyna.
-Nicol, masz może tabletki na ból głowy?- spytałam, bo głowa zaraz by mi pękła z bólu.
-Tak poczekaj, zaraz przyniosę.- odpowiedziała i pobiegła poszukać mi tabletek. Po pięciu minutach dostałam je i szklankę wody do ręki. Nagle do pokoju wszedł Kyle, widać było po nim, że jest zdenerwowany. Jednak nie wiem dlaczego nikt go nie spytał co się stało, tylko usiedliśmy z miskami popcornu, które zrobiła Sofia i włączyliśmy film. Wiadomo jak to w towarzystwie nie da się normalnie obejrzeć chodź jednego filmu, tym bardziej z nimi. O godzinie 01.00 w nocy wszyscy, wraz ze mną zasnęli.
 Następnego dnia gdy wstałam, ponieważ musiałam, rozejrzałam się po salonie,wszyscy dookoła smacznie sobie spali. Podniosłam się i poszłam w kierunku toalety. Szybko się odświeżyłam i ubrałam w ciuchy, które wzięłam z domu. Wyszykowana wzięłam swoją torebkę z salonu, starają się zrobić to najciszej, żeby nikogo nie obudzić. Gdy już z wychodziłam spadła mi torebka i prosiłam w duszy, żeby się nikt nie obudził, ale niestety Sofia się przebudziła.
-Gdzie ty idziesz?- spytała.
-Muszę wyjść coś załatwić, niedługo będę.
-No okey.- powiedziała zaspana dziewczyna i poszła dalej spać. Zaśmiałam się pod nosem z jej miny i wyszłam z domu kierując się do auta. Gdy byłam w toalecie dostałam wiadomość zapewne od tego całego Justina z adresem miejsca, w które mam się udać. Po 20 minutach byłam na miejscu, to była jakaś stara dzielnica, bo budynki tutaj nie wyglądały na nowe. Znowu jak to ja się zamyśliłam, a gdy zorientowałam się, że stoję już tam dobre 40 minut, już chciałam z wsiadać do auta gdy jakiś chłopak z kapturem na głowie podszedł do mnie i nic nie mówiąc podał mi dosyć dużą kopertę i kartkę i nic nie mówiąc odszedł i zniknął za starym budownictwem. Stałam tam jak słup nie wiedząc o co chodzi zaczęłam przyglądać się kopercie, nic na niej nie było napisane ale była gruba i troszkę ważyła. Gdy spojrzałam na kartkę zauważyłam na niej jakiś adres, pomyślałam, że pewnie mam tam pojechać. Kiedy byłam na miejscu zobaczyłam same ogromne wille i piękne samochody. Nie żebym jeździła jakimś gratem, moja rodzina nie jest jakoś niesamowicie bogata ale też nie narzekam na brak pieniędzy, tylko te domy na pewno należały do jakiś dzianych ludzi. Gdy zaparkowałam samochód pod podanym adresem, wysiadłam z auta i podeszłam do drzwi. Nacisnęłam dzwonek nie wiedząc kto jest po drugiej stronie. Po chwili drzwi otworzyła mi pani w średnim wieku.
-Zapraszam do środka szef już na panią czeka.- powiedziała kobieta i poprowadziła mnie do gabinetu. Zapukałam delikatnie i weszłam do środka. Siedział tam facet około 40-stki, w białej podkoszulce, z wielkim brzuchem i tatuażami na rękach.
-Usiądź. Nazywam się Andrew i jestem twoim szefem, inaczej mówiąc od teraz dla mnie pracujesz. - powiedział do mnie miłym, zachrypniętym głosem. Usiadłam a on zaczął dalej mówić.
-Masz coś może dla mnie?-spytał a ja wyciągnęłam z torebki kopertę i mu ją podałam. Nic nie mówiąc otworzył ją i wyjął z niej gruby plik pieniędzy. Dokładnie przeliczając gotówkę chyba z trzeci raz, widać było, że coś nie gra.
-Kurwa, jebany pedał.- zaklną pod nosem a ja otworzyłam szeroko oczy nadal nic nie mówiąc i wpatrując się w niego. Po chwili wyjął telefon i zaczął z kimś rozmawiać.
-Zaraz przyjdzie po ciebie chłopak z który będzie od dziś pracowała i wybierzesz się z nim na małą przejaszczkę.
-Jak to pracowała? Dlaczego?- w końcu się odezwałam, miałam straszny mętlik w głowie.
-Chyba odwiedził cię jeden z naszych i wyjaśnił ci wszystko.
-Masz na myśli Justina?-spytałam.
-Yhy. Więc wszystko jasne złotko. Justin to jeden z naszych najlepszych zabójców.-Co?!! Czy ja się przesłyszał? Teraz to naprawdę przegięli.
-Jak to zabójcy?
-Tak to, handlujemy najlepszym towarem w stanach, jeżeli ktoś się zapożycza i nie ma na spłatę, bądź przeciąga za długo czasu spłaty, delikatnie i bez dużego zamieszania pozbywamy się go.- odpowiedział mi ten cały szef. Miałam straszny mętlik w głowie.
-A ja niby co mam robić?- chyba nie chciałam słyszeć odpowiedzi.
-To proste, będziesz jeździła do wszystkich, którzy są nam winni pieniędzy a gdy ich nie będą mieli, twój partner się ich pozbędzie.
-A mogę dowiedzieć się kim jest ten "mój partner".- spytałam robiąc z palców cudzysłów.
-Wszystko w swoim czasie. Dzisiaj miałaś mi tylko przywieść tą paczkę, jedź teraz do domu i czekaj na telefon.
-Dobrze.- zdziwiło mnie to trochę bo jak na faceta, który zajmuje się takimi sprawami był dziwnie miły. Już miałam wychodzić gdy Andrew mnie zawołał.
-Zaczekaj chwilę.-powiedział
-O co chodzi?
-Pamiętaj, że nie możesz nikomu o tym powiedzieć, rodzinie, przyjaciołom, nikomu rozumiesz?
-Tak.-powiedziałam.
-Jeżeli piśniesz cokolwiek, naślę na ciebie najgorszego zabójcę, lepiej miej się na baczności, bo to nie są żarty.- słychać było w jego głosie, że nie żartuje i ja i on dobrze o tym wiedzieliśmy. Gdy wychodziłam, patrzyłam na nogi i niechcący na kogoś wpadłam.
__________________________________________________
Jak wam się podoba? Fajnie, że piszecie te komentarze i wgl. dziękuje -,-
Powoli się rozkręca, nie mam pojęcia co o tym myślicie, więc to by było na tyle.
POZDRO :*